Agniejkowe Klimaty to podróż w głąb mojego życia, życia które tak naprawdę się zaczyna, o jakim marzyłam i za jakim tęskniłam. Stworzyłam swoje Klimaty, odnalazłam szczęście, przestałam marzyć i wzięłam się za ich urzeczywistnianie! Światłem mojej podróży jest Piotr dzięki, któremu złapałam wiatr w żagle. Nie mogę zapewnić Was jak długa będzie ta podróż, w jakie miejsca dotrzemy, co zobaczycie i czy pogoda zawsze dopisze. Świadomi bądź mniej świadomi staniecie się towarzyszami mojej podróży.

sobota, 8 marca 2014

Damą być!

Witajcie!
Ostatnio rzadziej piszę i fotografuję . No cóż...pęd życia, praca, praca, praca. Ale uwierzcie jestem na bieżąco. Odwiedzam blogowy świat, czytam oglądam i podziwiam. Cieszy mnie też to, iż wiele z Was Piękne Zdolne Panie coraz częściej widzę w prasie. To wielki zaszczyt móc podziwiać Wasze zdolności sukcesy i pasje. I tak trzymajcie!      A przy okazji Naszego święta życzę choć chwileczki wytchnienia i oby Każda z Was mogła poleniuchować i odpocząć, tak zwyczajnie poleżeć i nie robić nic:)


 
 
 
 
 Damskie gadżety zakupiłam w ubiegłym roku na jednym z łódzkich pchlich targów.    Pan sprzedający był nieugięty co do ceny! Jak targ to wypada się targować, zrobiłam dwa podejścia i dwie rundy szukając podobnego kompletu. Nie mogłam przejść obojętnie, często tak mam i zakupiłam. I mam na swojej toaletce upragniony komplecik. Kwiaty wyszywane na jedwabiu oprawione w złotą rękojeść o tak, tak wszystko to co Kobietki lubią najbardziej ha, ha. To tyle na dziś damskich opowieści i plotek.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
To dedykacja ode mnie dla Was. 
Miłego świętowania :)
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

sobota, 21 grudnia 2013

Rok z Wami!

Klimaty już przygotowane na Święta. Właśnie minął rok gdy jestem z Wami.
Dziękuję Wszystkim, którzy odwiedzają Klimaty, którzy komentują i wymieniają się spostrzeżeniami. To wspaniałe doświadczenie móc dzielić się tym co dzieję się u mnie. Poznałam tyle wspaniałych osób. Poznałam Wasze pasje, Wasze domy. U niektórych nawet zadomowiłam się na dłużej. Chętnie uczestniczę w Waszej codzienności.
A moja codzienność na teraz????
Kulinarne wariacje i degustacje. I na dzień dzisiejszy z tego najbardziej się cieszę.

 
 
 








Twórcze przygotowania uważam za skończone!
Pozostało tylko czekać aby biały puch otulił słoneczną Łódź i możemy zacząć świętować!



 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

sobota, 23 listopada 2013

Pierniki w starej ramie!


 :)
 
Postanowiłam w końcu ogarnąć starą ramę.
Leżąca pod łóżkiem sypialnianym doczekała się wreszcie przemiany.
Zastanawiałam się nad jej użytkowaniem.....lustro? eee, ramka na foto? yyyyy.                Historia ramy nie jest mi znana. Zakupiłam ją w Warszawie na wieeeelkiej giełdzie staroci w te wakacje. Miło wspominam ten wypad tym bardziej, że pogoda mi dopisała a Warszawa pięknie przywitała. Owalna, pozłacana  wielka zdobycz w końcu zawisnęła.
 Przed Nami długo wyczekiwane święta więc rama przybrała szatę świąteczną.





Kalendarz adwentowy stworzony i zakończony, niesamowicie pachnący i smaczny.
Pierniki upieczone i ozdobione:). A, co najważniejsze od jutra jedno ciasteczko dziennie do zjedzenia.




Pozdrawiam klimatycznie!








piątek, 15 listopada 2013

Na własnej skórze!

 
DIV- peeling kawowy z dodatkiem oliwy i imbiru.
 
 
Tak, tak, tak mi dobrze, tak mi rób!
 
 
 

 
 
Podsłyszałam w pracy, że furorę robi peeling rozgrzewający, który możemy zrobić z kuchennych składników. Peeling spalający skórkę pomarańczową i na dodatek własnej roboty.  Same możemy go stworzyć szybko i tanio.
Więc zaczynam......czytajcie i notujcie bo na prawdę warto.
Te które piją kawę fusiastą po jej wypiciu nie myją filiżanki. Do fusów dodajcie parę łyżek oliwy z oliwek. Po zmieszaniu składników dodajemy imbir mielony-przyprawę z torebki i właśnie tym specyfikiem ukręconym własnoręcznie smarujemy uda i pupę. Gdy namaścimy się już kompletnie zawijamy całe ciało przezroczystą folią spożywczą. Na koniec owijamy się w cieplutki pled i gotowe! Czekamy........
No, moje drogie czego się nie robi aby być piękną?! Gdy ciepełko rozgrzeje mazidło, natychmiast zaczniecie odczuwać działanie peelingu. Grzeje jak diabli i co najważniejsze pali tam gdzie potrzeba!
 
Ps.: Specyfik można modyfikować. Bez imbiru nadaje się do nakładania na twarz.:)




Pozdrawiam.
Na dziś to tyle.
Ha, ha miłych doznań.....:)
 
 
 
 
 

poniedziałek, 4 listopada 2013

Już wiem!

 
 
Przyszedł listopad a z nim przemyślenia.
Nad tymi co odeszli, których nie ma wśród nas. O tych co zostali i tych którzy są już tylko wspomnieniem. Myślę jak to kiedyś było gdy ja  jako mała dziewczynka jechałam z Rodzicami w odwiedziny  na groby bliskich.  Spotykałam mnóstwo Rodziny tej bliskiej i tej odległej. Pamiętam jak konkurowałam z kuzynostwem kto więcej zapali zniczy i komu mama kupiła ładniejsze kozaczki i odświętne ubranie.
Całymi Rodzinami zasiadało się do wspólnego obiadu u Cioci Bożeny i po wspólnym posiłku słuchało się historii moich Cioć, Dziadka, Wujków jak to oni byli młodzi.
U mnie w rodzinie padały historie przeróżne. Dorośli opowiadali o duchach  swoich bliskich, o tym jak niejednokrotnie czuli ich obecność itp., .itd. Teraz gdy już jestem dorosła inaczej spędzam Święto Zmarłych. Przyznam, iż w tym roku w ogóle nie spędzam. W tym roku całym sercem i myślami jestem z moim Tatą. Czasem koleje losu w naszym życiu zapętlają się. Walczymy z przeciwnościami, jesteśmy źli na los a nawet czasem wydaje się nam że stoimy w miejscu. I właśnie tak było ze mną do tej pory. Od przeprowadzki do Łodzi żyłam w przeświadczeniu, iż nic takiego szczególnego nie osiągnęłam.  Ale teraz na dniach życie dało mi odpowiedź. Dlaczego akurat Łódź?. Dlaczego praca to tu, to tam?. Dlaczego praca, raz to w jednym szpitalu, raz w drugim?, skoro mam duszę o wiele barwniejszą niż kolor białego fartucha. Nie, nie moi mili ja pracowałam zawsze w administracji! Teraz już wiem! Teraz znam odpowiedź!!!. Po to aby móc i pomóc  mojemu Tacie. Aby móc uratować jemu życie, tak jak wiele lat temu On uratował mnie......Bo obydwoje siebie wybraliśmy!
 A historia zaczęła się tak.......Tata może nie tak wiekowy bo 64 latek jak to przystało na emeryta, uwielbiający buszować po wszystkich kanałach telewizyjnych w ciepłych kapciach w fotelu natrafił kiedyś na program aby się badać. Badanie  typowo dla facetów bo prostaty. Podczas tego badania głowica usg powędrowała nieco wyżej  i całkowicie przez przypadek odkryto u mojego Taty wieeeelkiego tętniaka aorty brzusznej. A los na dodatek tak chciał, iż w dniu badania wzięłam wolne i nie mając zielonego pojęcia że sprawy przybiorą takie zakończenie przyjechałam na weekend do Rodziców.  Pod wieczór dopadła nas wszystkich ta smutna wiadomość. Z racji tego, iż mam wiele kolegów, koleżanek w sferze medycznej, na myśl przyszła mi tylko jedna osoba Ania W. Znamy się może niedługo ale poruszyła dla mnie niebo i ziemię. Udała się do wspaniałego dr Piotra Korżyka  a ten już wszystkim się zajął. To dzięki niemu mój Tata miał taką szybką diagnozę oraz taką wspaniałą opiekę. Anna jest ode mnie trochę starsza ale gdy miałyśmy okazję pracować razem czasem, zachowywałyśmy się jak dwie nastolatki. A nasza przekochana i przemiła Jolka Z. patrzyła na nas z zza swoich okularów nieraz kręcąc głową, co one tak wiecznie, głupie chichoczą. Nasze gesty i mimika twarzy niejednokrotnie były wyrażane w tym samym czasie. Mrugnięcie oka, czy to mojej szefowej czy moje, mówiło wiele a słowa były całkowicie zbyteczne. Fajny to był czas, nasze drogi się rozeszły ale My o sobie nie zapominamy. Teraz wiem już dlaczego tak się stało, dlaczego jestem w Łodzi! Dlatego aby po łańcuszku ludzi którzy przewinęli się przez moje życie mogłam dotrzeć do osób tych, które w tych dniach mi pomagają. 
Dzisiejszy dzień był dniem operacji. Od wczesnych godzin rannych czekałam na pomyślne jej zakończenie. Strach, który przeszywał moją głowę na przemian ze łzami  które były moim przekleństwem starał się powoli złamać moją psychikę. Nic nie widziałam, i nic nie słyszałam! Patrzyłam tylko na komunikat na drzwiach WEJŚCIE ZABRONIONE. To te,  światła na foto.




 I stało się......drzwi uchyliła Pani Marzenka uśmiechając się i oznajmiając: już jest po, idź na kawkę bo to jeszcze chwilkę potrwa.Tata jest cały i zdrów, operacja przebiegła pomyślnie.  W duszy dziękuję Wszystkim, którzy wspierali mnie od rana. Ani Ś.,  oraz przecudownej pielęgniarce Pani  Marzence G. , która co róż wychodziła z zabiegu informując mnie na jakim etapie są starania lekarzy. Wszystkim lekarzom, biorącym udział podczas operacji oraz Wszystkim pielęgniarkom. Szczególne podziękowania dla dr Masłowskiego, oraz dr Kazanka, za to że dali szansę  aby mój Tato mógł żyć bez bomby zegarowej, która chciała mi go zabrać!

Aniu oraz dr Piotrze K. z całego serca dziękuję Wam za wszystko!!!












 

piątek, 18 października 2013

Wrzesień plecień......



Miesiąc wrzesień okazał się znów tego roku miesiącem dla mnie miłym w niespodzianki!. Pewnej sierpniowej soboty wracając z targu staroci zakupiłam gazetkę M jak mieszkanie. Wyczytałam w niej iż, do końca konkursu zostało jeszcze parę dni. Tematem konkursu był balkon......a to mi w duszy graj! Stwierdziłam a co mi tam pstrykam, klikam, wysyłam.
I całkiem niespodziewanie zadzwoniła do mnie Pani Dorota, Redaktor gazety i poprosiła mnie o dosłanie swojej fotografii bo chcieliby wiedzieć z kim mają doczynienia tłumacząc to tym, że dostałam się do finałowego grona uczestników.
 I stało się nr 11 listopadowy ze mną i moim balkonem. Piękne podziękowanie za 7 lat czekania właśnie na ten skrawek przestrzeni!. Nie zajęłam I miejsca, to miejsce zajęła moja imienniczka Pani Agnieszka z Olsztyna, której miałam okazję pogratulować osobiście.
 
 
 
A oto ujęcie dzięki któremu za rok na balkonie postaną  nowe, dumnie wygrane mebelki.
 

 
A to właśnie wygrana!
 
 
 
 
Ps.
Powrócę do zeszłego roku na momencik i dodam żeby było podwójnie uroczyście:
Zostałam nagrodzona przez firmę 3v3 i otrzymałam  tytuł  miłośniczki drewna oraz bon o wartości 1000 zł do wykorzystania w  Castoramie.
 
 
Konkurs organizował znany Wam portal Deccoria.pl
 
Na fotografii widać potężne i wiekowe drzwi wysokie na ponad 4,5 m.
Drzwi te były pokryte blachą i grubą warstwą białej emalii.
Wszystko co piękne schowane było właśnie pod litrami białej farby.

 

 
Najpierw szarpanina i odrywanie blachy.
Następnie opalanie, zamówienie szklarza i wybór koloru!
Oczywiście 3v3 w roli głównej!
Na sam koniec debata i szybka obróbka zdjęcia i jedno kliknięcie.
Wysyłka i czekanie na ogłoszenie wyników:)
 
 
 
 

 
 
I tak to właśnie tamtego roku też świętowałam swój mały sukces.
Na dodatek w tym roku szczęśliwie mogę znów triumfować.
Fajne są takie małe uciechy. Takie swoje 5 minut, dla których warto wierzyć w siebie  i nie dawać za wygraną. Bo każdy mały sukces prowadzi do następnego itp., itd.
 
 
Dziękuję!
 
 
 
 
 
 
 

piątek, 6 września 2013

Czas grilowy dobiega końca.....




Podtrzymując tytułowe stwierdzenie spakowałam walizkę i z sentymentem czekam  na przyszłoroczny czas grillowania.






 Tym bardziej jest mi żal, bo na balkon tak długo czekałam. Parę rzeczy szczęśliwie złożyło się na tę okoliczność. To właśnie one sprawiły, że mogłam sobie  pozwolić na balkonowe grillowanie.!  Pierwszy przyczynił się do tego  brak sąsiadów obok. Następnie mieszkanie jest szczytowe i na dodatek na samej górze bo  na V piętrze. Dzięki temu całemu zbiegowi okoliczności sprzyjających,  mogłam nabyć grill i cieszyć się ową czynnością związana z nim do woli.









W każdym bądź razie skarg nie było, a za każdym razem jedzenia było do woli. I co najważniejsze, przewidziana była łapówka dla tego- kto zapuka i poskarży się na moje poczynania:-).



 
 
 
 
No cóż........ wszystko co dobre, szybko się kończy...
 



I tym smacznym akcentem kończę moje opowiastki, zaczynając
smakowito-degustacyjny weekend!

Pozdrawiam:-) A.


































czwartek, 15 sierpnia 2013

Skrawek lata w mieście........




Witajcie,


Dziś świętuję do woli :-)


Zapraszam Was na mój balkon. Jest to skrawek lata na jednym z łódzkich balkonów.




Siedem lat mieszkam w Łodzi i każde mieszkanie w którym mieszkałam nie miało balkonu!
Aż do 1 lipca tego roku. 34 m. wynajętego szczęścia zamieniłam na więęęększy metraż.     
W najbliższym czasie pokażę Agniejkowe Klimaty w wersji XL.



Balkonowe party z kwieciem w tle.
Słońce, woda w karafce, mięta pod ręką, czego chcieć więcej.






Mam teraz swoje wymarzone miejsce. Stworzyłam je sama dla siebie i swoich bliskich.



 
Na tym skrawku odbywają się szaleństwa kulinarne z grilem w roli głównej, party z tańcami w tle oraz rozgrywki przeróżnych gier takich jak: Jenga, Rummikub i Tabu. Jest wesoło, pachnąco i przyjemnie.


 
 
 
 


Uwierzcie, Łódź nie jest taka szara i brzydka! Ja nie narzekam:) Wszystko zależy od tego jak sami będziemy ją postrzegać. Szanujmy to, co posiadamy i dbajmy o to, co wokół Nas.






Pozdrawiam Wszystkich i życzę miłego świętowania:-)