Agniejkowe Klimaty to podróż w głąb mojego życia, życia które tak naprawdę się zaczyna, o jakim marzyłam i za jakim tęskniłam. Stworzyłam swoje Klimaty, odnalazłam szczęście, przestałam marzyć i wzięłam się za ich urzeczywistnianie! Światłem mojej podróży jest Piotr dzięki, któremu złapałam wiatr w żagle. Nie mogę zapewnić Was jak długa będzie ta podróż, w jakie miejsca dotrzemy, co zobaczycie i czy pogoda zawsze dopisze. Świadomi bądź mniej świadomi staniecie się towarzyszami mojej podróży.
środa, 28 stycznia 2015
sobota, 3 stycznia 2015
Pokoik ukończony. Fotorelacja.
Dotrzymując słowa zdradzam sekret pewnego szalonego pomysłu.
Byłam pełna niepewności. Ale zawzięłam się i dotarłam do mety. Wymyśliłam, że sama zrobię dywan dla Zuzi. Zakupiłam 1 km sznurka bawełnianego w kolorze naturalnym, szydełko i zaczęłam pętelkować. Kursu udzieliła mi moja kuzynka Magda. Kiedy miałam ochotę podchodziłam do wora ze sznurkiem i robiłam. Dywan robił się szybko i przyjemnie:). Nie wprowadziłam żadnego koloru ponieważ uznałam, że taki podoba mi się najbardziej. Cel ukończyłam i uważam dzieło, które stworzyłam za swój wielki sukces.!
Kolory, które stroją pokój to biel, szarość i pudrowy róż. Sporo tych rzeczy powstało. Zauroczyły mnie tez pompony z tiulu, które bardzo łatwo i szybko można było zrobić. Ja tak zapędziłam się z tym tworzeniem, że zaprojektowałam jeszcze spódniczkę i opaseczkę na głowę dla córci na pierwszą sesję.:) Jedynym meblem, któremu nie mogłam się oprzeć i na prawdę nic w nim nie przerobiłam to łóżeczko do spania. Marzyłam o takim gdzie będzie opuszczany jeden bok i takie właśnie zakupiłam. Jest świetne, wygodne i funkcjonalne. I z tej całej miłości i szczęścia powstał pokój dla Zuzanki.
Ja w pełnej gotowości z nutką humoru krzyczę: ZUZKA WYPAD Z BRZUSZKA!:)
Do zobaczenia już w nowym składzie, pa:)
wtorek, 11 listopada 2014
W oczekiwaniu na.....
O radosnej nowinie dowiedziałam się na początku maja. Córcia była planowana i długo nie musiałam na nią czekać. Już w 12 tyg. znałam płeć dziecka. Byłam zaskoczona, myślałam, że trzeba dłużej czekać na określenie płci. Pani dr bardzo dobry genetyk stwierdziła po wielkości kości i narządach wewnętrznych, że na pewno noszę w sobie córeczkę. Była przekonana i pewna swojej diagnozy. I nie myliła się w późniejszych badaniach ciągle mówiono córcia, do teraz również. Od kiedy pamiętam zawsze chciałam mieć pierwszą córkę. Miłym zaskoczeniem jest fakt, że mój Piotr też bardzo chciał dziewczynkę. Przyszli teściowie i moi rodzice też wnusię. Więc córcia zrobiła prezent nie tylko nam ale i przyszłym dziadkom.
Po tych wszystkich przyjemnych wieściach, przyszły dni na te gorsze. Jak dla mnie takie ewenementy widzimy na ekranie tv bądź czytamy o nich w prasie.
Wyobraźcie sobie, że po pierwszych badaniach dostaję telefon z laboratorium i co słyszę?, proszę powtórzyć badania bo źle wyszły.
Po tych wszystkich przyjemnych wieściach, przyszły dni na te gorsze. Jak dla mnie takie ewenementy widzimy na ekranie tv bądź czytamy o nich w prasie.
Wyobraźcie sobie, że po pierwszych badaniach dostaję telefon z laboratorium i co słyszę?, proszę powtórzyć badania bo źle wyszły.
Z drugiej strony słuchawki usłyszałam serię pytań; czy chorowała pani na toksoplazmozę?, czy stwierdzono u pani wcześniej wirusowe zapalenie wątroby typu C? i wiele innych niezrozumiałych dla mnie stwierdzeń. Sama nie wiem jakim cudem miałam siłę wsiąść do auta i pojechać na powtórzenie badań. Przepłakałam sporo dni. W końcu wynik i co?, HCV pozytywny, toksoplazmoza nabyta niedawno.
Płakałam, mój tato płakał, mama ostatkiem sił pocieszała mnie i tatę, tylko Piotr nie dowierzał i mocno sfrustrowany ciągle powtarzał, nie możliwe skąd?, jak? Byłam wtedy sama w domu. Rodzice w Koninie, Piotr w pracy za granicą, pozostały mi tylko myśli i nieprzespane noce. O wertowaniu stron komputerowych nie wspomnę. O tym co pisali na temat toksoplazmozy nie chcę nawet pamiętać.!
Z wynikami udałam się do swojego lekarza prowadzącego ciążę. Ten natychmiast położył mnie w szpitalu, typowo specjalizującym się w takich zakażeniach. Leżałam tydzień, opiekę sprawował nade mną sztab lekarzy łącznie z profesorami. Dla nich to codzienność. Dla mnie był to koniec, koniec wszystkiego. Na takie badania czeka się długo, jest to kwestia tygodnia, dwóch. Na jednym z obchodów obwieszczono mi, że wychodzę a co do wyników to wszystko książkowo. Toksoplazmoza i HCV zakażeń brak!. Osłupiałam i wnikliwie wczytywałam się w niezrozumiałe dla mnie parametry które mi wręczono. Po wyjściu znowu płakałam nie rozumiejąc co się dzieje. Jak taki szpital jak Matka Polka w Łodzi ma takie wyniki? co to oznacza. Czemu całkowicie różnią się od tych które mam?. Wróciłam do lekarza prowadzącego z wynikami i uwierzcie, mój lekarz powiedział z uśmiechem pani Agnieszko jest dobrze, nawet bardzo dobrze.
Płakałam, mój tato płakał, mama ostatkiem sił pocieszała mnie i tatę, tylko Piotr nie dowierzał i mocno sfrustrowany ciągle powtarzał, nie możliwe skąd?, jak? Byłam wtedy sama w domu. Rodzice w Koninie, Piotr w pracy za granicą, pozostały mi tylko myśli i nieprzespane noce. O wertowaniu stron komputerowych nie wspomnę. O tym co pisali na temat toksoplazmozy nie chcę nawet pamiętać.!
Z wynikami udałam się do swojego lekarza prowadzącego ciążę. Ten natychmiast położył mnie w szpitalu, typowo specjalizującym się w takich zakażeniach. Leżałam tydzień, opiekę sprawował nade mną sztab lekarzy łącznie z profesorami. Dla nich to codzienność. Dla mnie był to koniec, koniec wszystkiego. Na takie badania czeka się długo, jest to kwestia tygodnia, dwóch. Na jednym z obchodów obwieszczono mi, że wychodzę a co do wyników to wszystko książkowo. Toksoplazmoza i HCV zakażeń brak!. Osłupiałam i wnikliwie wczytywałam się w niezrozumiałe dla mnie parametry które mi wręczono. Po wyjściu znowu płakałam nie rozumiejąc co się dzieje. Jak taki szpital jak Matka Polka w Łodzi ma takie wyniki? co to oznacza. Czemu całkowicie różnią się od tych które mam?. Wróciłam do lekarza prowadzącego z wynikami i uwierzcie, mój lekarz powiedział z uśmiechem pani Agnieszko jest dobrze, nawet bardzo dobrze.
No, tak dla kogo dobrze? Dla mnie jako przyszłej matki było jeszcze gorzej, wręcz fatalnie! Co robić dalej, gdzie iść, gdzie powtórzyć badania. Miałam sobie z dwóch odczytów mojej krwi wybrać ten lepszy?, a czy na pewno był on prawdziwy?, który był prawdziwy? Ciągle w głowie słyszałam słowa mojego lekarza, że badania powtórzymy za 3 tyg. Co z tego? a jeżeli jestem chora to muszę przyjmować leki by nie doszło do uszkodzenia płodu.! 3 tyg. czekania, niewiedzy, płaczu i strachu.....nie, nie pora rozprawić się z tym samemu.
Wsiadłam pewnego czerwcowego dnia w auto z samego rana i przyjechałam do Konina na badania. To trzecie badania z innego całkiem miasta, myślałam. Na pewno pokryją się parametry i wyniki z którymiś z tych dwóch które mam. Kochany Tato o siódmej rano wycałował mnie, czekając już na mnie pod szpitalem, pamiętam chwycił mnie za rękę mówiąc, choć!. Tam dowiedzieliśmy się że badań na toksoplazmoze nie wykonują z awidnością i mamy jechać pod inny adres. Wszystko działo się szybko, w biegu. Tam na miejscu powiedziano nam, że badania wysyłają do Łodzi i nie będzie to tak od razu. Musielibyście zobaczyć moją minę, cały świat runął, jakbym wpadła w czarną dziurę, ocknęłam się i zaczęłam myśleć co jest, dlaczego? Dlaczego los kładzie mi kłody, czy jest szansa na wyjaśnienie tej farsy? Pamiętam, że wybiegłam wtedy z poczekalni i krzyknęłam, wracam do Łodzi! Zrobię tam badania jeszcze w innym laboratorium! Tato uspokajał mnie i tłumaczył, że taki szpital jak CZMP nie może się mylić, tam pracują profesorowie i nie mogą sobie pozwolić na pomyłki.
Zmęczeni i zrezygnowani pojechaliśmy do domu. Na progu powitała mnie mama, gdy zobaczyłam twarz i oczy mojej mamy wszystkie obawy przeszły. Nie umiem tego opisać. Tym spojrzeniem jakby zaklęła, moje myśli, a moją głowę wzięła w swoje posiadanie. Od dawna nie byłam tak spokojna. Przede wszystkim nie byłam sama, miałam wsparcie, miłość i bliskich z wiarą którzy nie dopuszczali złych myśli. Przez ten czas czuwali nade mną tworząc klosz przez, który nie miały prawa przejść żadne smutki. Po tygodniu wróciłam do Łodzi. Piotr zerwał kontrakt i wrócił do domu. Razem poszliśmy prywatnie zbadać moją krew. W tym samym czasie lekarz poprosił abym powtórzyła badania. Badania w laboratorium w którym dowiedziałam się o zakażeniach.! Wynik z tego laboratorium okazał się taki sam jak ich pierwszy, czyli zakażona!!!!
Wsiadłam pewnego czerwcowego dnia w auto z samego rana i przyjechałam do Konina na badania. To trzecie badania z innego całkiem miasta, myślałam. Na pewno pokryją się parametry i wyniki z którymiś z tych dwóch które mam. Kochany Tato o siódmej rano wycałował mnie, czekając już na mnie pod szpitalem, pamiętam chwycił mnie za rękę mówiąc, choć!. Tam dowiedzieliśmy się że badań na toksoplazmoze nie wykonują z awidnością i mamy jechać pod inny adres. Wszystko działo się szybko, w biegu. Tam na miejscu powiedziano nam, że badania wysyłają do Łodzi i nie będzie to tak od razu. Musielibyście zobaczyć moją minę, cały świat runął, jakbym wpadła w czarną dziurę, ocknęłam się i zaczęłam myśleć co jest, dlaczego? Dlaczego los kładzie mi kłody, czy jest szansa na wyjaśnienie tej farsy? Pamiętam, że wybiegłam wtedy z poczekalni i krzyknęłam, wracam do Łodzi! Zrobię tam badania jeszcze w innym laboratorium! Tato uspokajał mnie i tłumaczył, że taki szpital jak CZMP nie może się mylić, tam pracują profesorowie i nie mogą sobie pozwolić na pomyłki.
Zmęczeni i zrezygnowani pojechaliśmy do domu. Na progu powitała mnie mama, gdy zobaczyłam twarz i oczy mojej mamy wszystkie obawy przeszły. Nie umiem tego opisać. Tym spojrzeniem jakby zaklęła, moje myśli, a moją głowę wzięła w swoje posiadanie. Od dawna nie byłam tak spokojna. Przede wszystkim nie byłam sama, miałam wsparcie, miłość i bliskich z wiarą którzy nie dopuszczali złych myśli. Przez ten czas czuwali nade mną tworząc klosz przez, który nie miały prawa przejść żadne smutki. Po tygodniu wróciłam do Łodzi. Piotr zerwał kontrakt i wrócił do domu. Razem poszliśmy prywatnie zbadać moją krew. W tym samym czasie lekarz poprosił abym powtórzyła badania. Badania w laboratorium w którym dowiedziałam się o zakażeniach.! Wynik z tego laboratorium okazał się taki sam jak ich pierwszy, czyli zakażona!!!!
Po dwóch dniach przyszedł wynik z prywatnego laboratorium gdzie oddawałam krew i wynik totalnie co do przecinka pokrywał się z wynikami z Matki Polki, brak zakażeń.
Przemiłe Panie mgr wzruszone moją historią-serio, poprosiły mnie na rozmowę. Przeprowadziły ze mną wywiad, wypytując o wszystko. Jak pobierali krew, do jakich próbek, czy próbka z toksoplazmozą była jedna a druga, oddzielna do hcv, czy krew tylko do jednej próbki. Czy badania wykonują na miejscu, czy wożą w inne miejsce. Słuchałam i patrzyłam a one ze swą serdecznością trajkotały mówiąc wiele, oj wiele!!! Uspokoiły mnie stwierdzając pod koniec, iż laboratorium, które myli moje wyniki musi mieć problem z transportem próbek. Szczegółowo opowiedziały jak powinno wyglądać pobieranie materiału do badań, jak się przechowuje krew i wiele innych ważnych informacji. Ciągle mówiły niech się pani nie stresuje a dla pani dobrego samopoczucia pobierzmy jeszcze raz krew i wyślemy do Szpitala Zakaźnego im. Biegańskiego.Po naradzie tak zrobiłyśmy. To była już czwarta jednostka, która sparwdzała moją krew:). Badania przyszły potwierdzając moje książkowe zdrowie.
A Panie z owego laboratorium obwieszczając mi nowinę były tak szczęśliwe jakby co najmniej wygrały w lotto. W końcu uwierzyłam, jestem zupełnie zdrowa. Smiałam się i płakałam a one trajkotając na przemian do słuchawki mówiły a nie mówiłyśmy?
Przemiłe Panie mgr wzruszone moją historią-serio, poprosiły mnie na rozmowę. Przeprowadziły ze mną wywiad, wypytując o wszystko. Jak pobierali krew, do jakich próbek, czy próbka z toksoplazmozą była jedna a druga, oddzielna do hcv, czy krew tylko do jednej próbki. Czy badania wykonują na miejscu, czy wożą w inne miejsce. Słuchałam i patrzyłam a one ze swą serdecznością trajkotały mówiąc wiele, oj wiele!!! Uspokoiły mnie stwierdzając pod koniec, iż laboratorium, które myli moje wyniki musi mieć problem z transportem próbek. Szczegółowo opowiedziały jak powinno wyglądać pobieranie materiału do badań, jak się przechowuje krew i wiele innych ważnych informacji. Ciągle mówiły niech się pani nie stresuje a dla pani dobrego samopoczucia pobierzmy jeszcze raz krew i wyślemy do Szpitala Zakaźnego im. Biegańskiego.Po naradzie tak zrobiłyśmy. To była już czwarta jednostka, która sparwdzała moją krew:). Badania przyszły potwierdzając moje książkowe zdrowie.
A Panie z owego laboratorium obwieszczając mi nowinę były tak szczęśliwe jakby co najmniej wygrały w lotto. W końcu uwierzyłam, jestem zupełnie zdrowa. Smiałam się i płakałam a one trajkotając na przemian do słuchawki mówiły a nie mówiłyśmy?
Po otrząśnięciu się z tych drastycznych wydarzeń nabrałam siły i mocy. Wtedy to zaczęłam zauważać swój powiększony brzuch i zaczęłam rozmawiać z małą:) Stwierdziłam, że nie popuszczę tych doświadczeń jakie ,,nas'' spotkały!!!
Poszukałam prawnika, który prowadzi moją sprawę i na dzień dzisiejszy sprawa jest w toku. Zaskarżyłam laboratorium i czekam na zakończenie sprawy. Nie wiem co z tego wyniknie i jak sprawa się zakończy.
Uwierzcie mi, chcę przestrzec wszystkich, którzy robią badania a te wychodzą złe. Nigdy nie opierajcie się na jednej opinii na jednym wyniku, diagnozie!!! Prawda może okazać się całkowicie inna.
Uwierzcie mi, chcę przestrzec wszystkich, którzy robią badania a te wychodzą złe. Nigdy nie opierajcie się na jednej opinii na jednym wyniku, diagnozie!!! Prawda może okazać się całkowicie inna.
Przede mną jeszcze niecałe 2 msc ciąży ale tak na prawdę teraz oddycham pełną piersią i cieszę się przyszłym macierzyństwem. Mam odblokowaną głowę, wiele planów, wiele pomysłów już zrealizowałam. W najbliższym wpisie zdradzę co zrobiłam dla Zuzi, a było to niezłe wyzwanie!
Pozostało czekać tylko na maleństwo. Jeżeli któraś z Was miałaby jakieś pytania, obiecuję odpowiem na wszystkie :).
Pozostało czekać tylko na maleństwo. Jeżeli któraś z Was miałaby jakieś pytania, obiecuję odpowiem na wszystkie :).
Ps.; KWINTESENCJA KOSZMARU
Jakieś dwa miesiące temu dostałam kopertę z listem poleconym, iż laboratorium w którym wykryto zakażenie powiadomiło Stację Sanitarno-Epidemiologiczną o tym, iż jestem nosicielką żółtaczki typu c.
Jakieś dwa miesiące temu dostałam kopertę z listem poleconym, iż laboratorium w którym wykryto zakażenie powiadomiło Stację Sanitarno-Epidemiologiczną o tym, iż jestem nosicielką żółtaczki typu c.
Ustawa z dnia....... nie pamiętam jakiego, pismo jest u mojego prawnika, mówi o tym, iż każda osoba zarażona ma prawo zgłosić się z dowodem osobistym i być zapisana w rejestrze osób które są nosicielami.
Nie będę już rozpisywać się jaka wściekłość we mnie wstąpiła gdy to czytałam. Nazwę to po krótce- NĘKANIE!!! Prawnik tez odpowiednio to skomentował cytuję ,,ukręcili sami na siebie bata''
I to tyle, bądź może aż tyle.
Czas przejść mam już za sobą.
Słońce od dłuższego czasu świeci dla mnie bardzo gorąco i przyjaźnie. Lato, wakacje były koszmarem, za to jesień okazała się cudownym czasem:)
Starym przysłowiem chcę zakończyć dzisiejsze rozważania.
Po burzy zawsze wychodzi słońce!
I wiecie co? jest i świeci!
Do następnego razu, pa.
środa, 15 października 2014
Moja prywatna przystań nagrodzona w MM. Konkurs na najpiękniej zaaranżowany balkon rozstrzygnięty:)
Moi podczytywacze, cóż to była za niespodzianka kiedy Pani redaktor gazety Moje Mieszkanie zadzwoniła do mnie aby poinformować mnie o wyborze komisji.
Ujęła to tak: Pani Agnieszko bardzo spodobał się nam Pani balkon i właściwie to nagrodę Pani już ma! Nie dowierzając słuchałam, chodziło o to, iż tegoroczny wybór ,co do najpiękniejszego balkonu rozgrywał się między dwoma sponsorami. Sponsor Murator i sesja balkonu w miesięczniku MM wraz z fotelem o wartości 916 zł.
oraz nagroda specjalna sponsora Allegro, bujany kosz o wartości 2000 tys. zł.
Wypytała szczegółowo o wymiary balkonu o to jak obecnie wygląda i czy ewentualnie zgodziłabym się na sesję. Decyzja miała zostać podjęta do tygodnia czasu. Czas upływał ja czekałam, nie dzwoniłam nie dopytywałam. W między czasie dosyłałam zdjęcia, mailowałam i czekałam z niecierpliwością. Napiszę szczerze, bardzo zależało mi na nagrodzie allegro. Kiedy dowiedziałam się o dwóch opcjach wygranej po cichutku chciałam właśnie kosz :). Najprawdziwsze jest jednak to, iż w tym roku bardzo namawiałam moją kuzynkę Magdę aby wzięła udział bo jej balkon to prawdziwy warzywniak. Wiele na nim ziół, kwiatów i pomidorów które sięgają po pachy- takie giganty. Ja w to lato nie miałam absolutnie brać udziału w konkursie ale gdzieś wewnętrznie miałam takie pragnienie aby podziękować za zeszłoroczną nagrodę w postaci mebli które wygrałam. Miałam przeświadczenie, że to mój obowiązek aby pokazać mój balkon tego roku właśnie w nowej odsłonie. Nie w bieli, nie z lnem i nie w stylu prowansalskim. Zachodziłam w głowę co by wymyśleć. Na początku myślałam aby przemalować meble. Rozsądek podpowiadał mi, że to prezent, dar i zdecydowałam, że zostaną takimi jakie przyjechały do mnie. Konkurencja w tym roku była ogromna ja zamieściłam swój balkon na 3 dni przed końcem nadsyłania zdjęć. Przeglądałam wszystkie zamieszczone zdjęcia i myślałam gdzie ja?, gdzie moja przystań!. No cóż, ale obowiązek spełniłam! Przystanią pochwaliłam się na jednym z portali społecznościowych i jeszcze tego samego dnia kuzynka napisała mi komentarz pod zdjęciem WYGRAŁAŚ!. Nie macie pojęcia jak mnie to rozbawiło, na prawdę, śmiałam się na głos. Mój luby też ciągle powtarzał piękniejszy ten nasz balkon niż zeszłoroczny. A ja słuchając myślałam, bez przesady, zobaczymy.
I nagle nastał ten dzień, Pani Dorota Jaworska zadzwoniła i powiedziała, iż tego roku postawili na zieleń i dużą ilość kwiatów i dla mnie wybrali nagrodę Allegro.
Wtedy opowiedziałam Pani Dorocie, dlaczego akurat tak wygląda mój balkon i o wszystkich moich przemyśleniach tworząc go od podszewki. Podziękowałam za nagrodę na której bardzo mi zależało i przyznałam, iż w duchu na taką właśnie decyzję czekałam.
A to, jedno z najważniejszych zdjęć sesji. Nigdzie nie było publikowane aż do dziś:)
To ja z moją córcią. To razem tworzyłyśmy dla siebie miejsce odpoczynku i dlatego właśnie nazwa prywatna przystań. Już teraz wiecie dlaczego tak bardzo chciałam kosz, właśnie dlatego aby móc bujać się w nim wraz z moją małą córeńką.:)
niedziela, 5 października 2014
Randka z ,, RUDYM''
Ostatnie dni września spędziliśmy w rodzinnych stronach mojego P. Chciałam oderwać się od szumu ulicznego i przenieś się w sielskie klimaty. Może te klimaty nie tworzą typowej wsi bo jest to wieś jak na dzisiejsze czasy, nowoczesna. Nie jest taka jaką pamiętam z lat gdy byłam małą Agnieszką. A może i jest tylko ja i moje spostrzeżenia się zmieniły?!
Na łąkach widać zbelowane zboże, kolorowe ule, gdzieś u sąsiada pieje rankiem kogut. Dla mnie to najlepsze SPA dla umysłu i duszy. Właśnie tam czuję, że oddycham pełną piersią. Czuję tę świeżość. I to co najważniejsze uwielbiam rodzinę Piotra, kocham ich uśmiechnięte twarze i ich gościnność.
Tym bardziej, że Piotr ma troje braci i spędzanie wieczorów w towarzystwie tylu fajnych facetów, najukochańszych na świecie ze mną w roli głównej to najlepszy relax:)!!!!!
Piotr jest typowym ,,łazikiem'' uwielbia lasy, grzyby i spacery ze swoimi czworonogami. Ja typowa miastowa babka uwielbiam spędzać czas słuchając opowieści Rodziców Piotra przy pysznej herbacie ze słodkim poczęstunkiem:) I tak też było tym razem tylko że, mój luby przesadził z niespodzianką.Dla mnie była niesamowitym zaskoczeniem gdy zobaczyłam pełen kosz grzybów. takiej ilości rydzy to ja jeszcze nie widziałam!
I co najważniejsze tekst Piotrka, tato zakładaj kalosze, bierz kosze, jedziemy jest ich jeszcze więcej. No i co?? Pojechali!
A oto efekty łazikowania po lesie:).
Ukłony dla Adasia jednego z braci bo to właśnie on jest królem wekowania wszelakiego. I wyobraźcie sobie po pracy, usiadł na stołeczku i obierał, obierał, obierał...
A tu uwieczniłam czworonoga, najstarszego z psów. To stary poczciwy Rex. Wierny przyjaciel i cudowny kompan. Jest staruszkiem nie widzi, nie słyszy ale jak dla mnie najcudowniejszy psiak! Ja psiarą nie jestem ale jego upatrzyłam sobie i uwielbiłam jakoś od początku. Jest wyjątkowy i niech pożyje jak najdłużej:) I to tyle z sielsko-wiejskich klimatów. Do następnego razu.
wtorek, 26 sierpnia 2014
Ostatnie podrygi lata........
Tegoroczny czas urlopowy dobiega końca. Za moment Łódź na nowo stanie się zatłoczona, zacznie tętnić życiem. Na ulicach pojawią się maluchy z tornistrami, tramwaje ruszą przeładowane a my powrócimy do codzienności do obowiązków. Kochani przed nami coraz mniej słonka i ciepła. Lato 2014 zaliczam do najpiękniejszego w moim życiu.
Podjęłam wiele ważnych decyzji. Spełniły się marzenia o których marzyłam w snach! Od dawna zbierałam siły na podjęcie pewnych decyzji. Z przekonaniem mając niewidzialną maczetę w ręku odcięłam ogon, który od dawna mi ciążył. Porzuciłam pracę, nie dawała mi absolutnie zadowolenia a pieniądze to nie wszystko. Byłam zmęczona, znudzona i sfrustrowana nawałem pracy. Nie miałam ochoty codziennie brać na plecy coraz więcej obowiązków. Na początku odeszła jedna dziewczyna, później druga i w gratisie wszystko ja przejmowałam. Dość, dość! Zrobiłam też remanent w życiu towarzyskim. Czasem lepiej mieć obok siebie mniej pseudo przyjaciół takich, którzy tylko wymagają, nie dając nic od siebie, widzących tylko czubek własnego nosa!. Nie chciałam też gromady osób na których nie mogłam liczyć. Takich, co w życiu wprowadzają zamęt i dają fałszywe poczucie, że są. Wiele nowych znajomości mnie zaskoczyło. Z nich tworzą się bliskie relacje i tak na prawdę słonko świeci dla mnie teraz najjaśniej:) Robię w końcu to, na co czekałam tak długo. W późniejszym czasie zdradzę tajemnicę tego szczęścia......Mój związek jest cudowny a mężczyzna którego kocham, uwielbiam jest dla mnie najlepszym na świecie. To moja ,,przyjaciółką'' 24h bez żadnego limitu!
........Ok, czas zejść na ziemię! Z zaległości przedstawiam tegoroczny balkon. Nazwałam go moją przystanią w której odpoczywam, marzę i planuję. A oto moja prywatna przystań poniżej:)
........Ok, czas zejść na ziemię! Z zaległości przedstawiam tegoroczny balkon. Nazwałam go moją przystanią w której odpoczywam, marzę i planuję. A oto moja prywatna przystań poniżej:)
Ta przystań jest magiczna, gdy tylko zasiadam odchodzą troski i niepewności. Bo w życiu już tak jest, że pojawiają się takie dziadostwa nieoczekiwanie. Ale to, też w późniejszych wpisach.
Pozdrawiam serdecznie i do następnego razu:)
Przygodo trwaj:)
sobota, 17 maja 2014
Z symfonią parapetową w tle!.
Brrrrr, zimno, mokro i wietrznie!
Puk, puk jest tu kto?
Co to za maj?! Maj, kojarzy się z ciepłem, konwaliami oraz dziećmi przystępującymi do Pierwszej Komunii Świętej. Pogoda za oknem istnie koszmarna. Jak na razie, dzisiejszy jak dla mnie dzień jest filmowo- piżamowy. Na chwilę obecną nie wybieram się dziś nigdzie, może jedynie na balkon uratować zioła przed wypłynięciem z doniczek. Sobota kocykowa. W tle słychać parapetową symfonię uderzających kropel deszczu. Dziś obowiązkowo książka i herbatka z imbirem:) Wieczorem Łódź zaprasza do wszystkich muzeów-wejście gratis. Mam nadzieję iż aura zlituje się i odpuści w godzinach popołudniowych. Pomimo, że mieszkam w Łodzi lubię ten jeden dzień w roku, kiedy można odwiedzać muzea w godzinach późno- wieczornych. Uwielbiam taki klimat i nastrój. Zachęcam wszystkich do odkrycia i zwiedzenia miejsc w których jeszcze nie byliście. Dzisiejszy wieczór wszystkim funduje takie doznania, ja skorzystam czy to z parasolką czy bez na pewno gdzieś przeniosę się w czasie choćby na chwilkę:))))
Stawię czoła pogodzie i wynurzę noś zza okna. Pokonam lenia, właśnie tak zrobię!!!
Pozdrawiam klimatycznie:)
Puk, puk jest tu kto?
Co to za maj?! Maj, kojarzy się z ciepłem, konwaliami oraz dziećmi przystępującymi do Pierwszej Komunii Świętej. Pogoda za oknem istnie koszmarna. Jak na razie, dzisiejszy jak dla mnie dzień jest filmowo- piżamowy. Na chwilę obecną nie wybieram się dziś nigdzie, może jedynie na balkon uratować zioła przed wypłynięciem z doniczek. Sobota kocykowa. W tle słychać parapetową symfonię uderzających kropel deszczu. Dziś obowiązkowo książka i herbatka z imbirem:) Wieczorem Łódź zaprasza do wszystkich muzeów-wejście gratis. Mam nadzieję iż aura zlituje się i odpuści w godzinach popołudniowych. Pomimo, że mieszkam w Łodzi lubię ten jeden dzień w roku, kiedy można odwiedzać muzea w godzinach późno- wieczornych. Uwielbiam taki klimat i nastrój. Zachęcam wszystkich do odkrycia i zwiedzenia miejsc w których jeszcze nie byliście. Dzisiejszy wieczór wszystkim funduje takie doznania, ja skorzystam czy to z parasolką czy bez na pewno gdzieś przeniosę się w czasie choćby na chwilkę:))))
Stawię czoła pogodzie i wynurzę noś zza okna. Pokonam lenia, właśnie tak zrobię!!!
Pozdrawiam klimatycznie:)
niedziela, 4 maja 2014
Mora szuka nowego właściciela.
Moi drodzy podczytywacze
dziś, blogowo- sprzedażowo-zakupowo:)
Mam na zbyciu dwie szwedzkie repliki zegarów mora.
Zegary przedstawiam w wersji oryginalnej.
Nie maluję z racji tego, iż każda z Was
szybko i bez problemu pomaluje zegar
na taki kolor jaki będzie chciała.
Ja swój przetarłam na biało
z dodatkiem miętowego kolorku.
Praca szybka, miła i przyjemna.
Majówka w tym roku, szkoda gadać!.
Padało jak diabli, wszędzie mokro i zzzimno.
Skróciliśmy nasz wyjazd i wróciliśmy do Łodzi.
Moje motto z wyjazdu; wszędzie dobrze ale w domu najlepiej:)
Jeden dzień słoneczny to o wiele za mało!
I to tyle z długo wyczekiwanej majówki:(
Szkoda gadać:(
Poniżej przedstawiam bohaterów dzisiejszego dnia,
oto zegary:)
Padało jak diabli, wszędzie mokro i zzzimno.
Skróciliśmy nasz wyjazd i wróciliśmy do Łodzi.
Moje motto z wyjazdu; wszędzie dobrze ale w domu najlepiej:)
Jeden dzień słoneczny to o wiele za mało!
I to tyle z długo wyczekiwanej majówki:(
Szkoda gadać:(
Poniżej przedstawiam bohaterów dzisiejszego dnia,
oto zegary:)
Cena 15o zł za 1 szt.
83cm/30cm
Pozdrawiam majowo, Agniejka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








