Agniejkowe Klimaty to podróż w głąb mojego życia, życia które tak naprawdę się zaczyna, o jakim marzyłam i za jakim tęskniłam. Stworzyłam swoje Klimaty, odnalazłam szczęście, przestałam marzyć i wzięłam się za ich urzeczywistnianie! Światłem mojej podróży jest Piotr dzięki, któremu złapałam wiatr w żagle. Nie mogę zapewnić Was jak długa będzie ta podróż, w jakie miejsca dotrzemy, co zobaczycie i czy pogoda zawsze dopisze. Świadomi bądź mniej świadomi staniecie się towarzyszami mojej podróży.

sobota, 23 listopada 2013

Pierniki w starej ramie!


 :)
 
Postanowiłam w końcu ogarnąć starą ramę.
Leżąca pod łóżkiem sypialnianym doczekała się wreszcie przemiany.
Zastanawiałam się nad jej użytkowaniem.....lustro? eee, ramka na foto? yyyyy.                Historia ramy nie jest mi znana. Zakupiłam ją w Warszawie na wieeeelkiej giełdzie staroci w te wakacje. Miło wspominam ten wypad tym bardziej, że pogoda mi dopisała a Warszawa pięknie przywitała. Owalna, pozłacana  wielka zdobycz w końcu zawisnęła.
 Przed Nami długo wyczekiwane święta więc rama przybrała szatę świąteczną.





Kalendarz adwentowy stworzony i zakończony, niesamowicie pachnący i smaczny.
Pierniki upieczone i ozdobione:). A, co najważniejsze od jutra jedno ciasteczko dziennie do zjedzenia.




Pozdrawiam klimatycznie!








piątek, 15 listopada 2013

Na własnej skórze!

 
DIV- peeling kawowy z dodatkiem oliwy i imbiru.
 
 
Tak, tak, tak mi dobrze, tak mi rób!
 
 
 

 
 
Podsłyszałam w pracy, że furorę robi peeling rozgrzewający, który możemy zrobić z kuchennych składników. Peeling spalający skórkę pomarańczową i na dodatek własnej roboty.  Same możemy go stworzyć szybko i tanio.
Więc zaczynam......czytajcie i notujcie bo na prawdę warto.
Te które piją kawę fusiastą po jej wypiciu nie myją filiżanki. Do fusów dodajcie parę łyżek oliwy z oliwek. Po zmieszaniu składników dodajemy imbir mielony-przyprawę z torebki i właśnie tym specyfikiem ukręconym własnoręcznie smarujemy uda i pupę. Gdy namaścimy się już kompletnie zawijamy całe ciało przezroczystą folią spożywczą. Na koniec owijamy się w cieplutki pled i gotowe! Czekamy........
No, moje drogie czego się nie robi aby być piękną?! Gdy ciepełko rozgrzeje mazidło, natychmiast zaczniecie odczuwać działanie peelingu. Grzeje jak diabli i co najważniejsze pali tam gdzie potrzeba!
 
Ps.: Specyfik można modyfikować. Bez imbiru nadaje się do nakładania na twarz.:)




Pozdrawiam.
Na dziś to tyle.
Ha, ha miłych doznań.....:)
 
 
 
 
 

poniedziałek, 4 listopada 2013

Już wiem!

 
 
Przyszedł listopad a z nim przemyślenia.
Nad tymi co odeszli, których nie ma wśród nas. O tych co zostali i tych którzy są już tylko wspomnieniem. Myślę jak to kiedyś było gdy ja  jako mała dziewczynka jechałam z Rodzicami w odwiedziny  na groby bliskich.  Spotykałam mnóstwo Rodziny tej bliskiej i tej odległej. Pamiętam jak konkurowałam z kuzynostwem kto więcej zapali zniczy i komu mama kupiła ładniejsze kozaczki i odświętne ubranie.
Całymi Rodzinami zasiadało się do wspólnego obiadu u Cioci Bożeny i po wspólnym posiłku słuchało się historii moich Cioć, Dziadka, Wujków jak to oni byli młodzi.
U mnie w rodzinie padały historie przeróżne. Dorośli opowiadali o duchach  swoich bliskich, o tym jak niejednokrotnie czuli ich obecność itp., .itd. Teraz gdy już jestem dorosła inaczej spędzam Święto Zmarłych. Przyznam, iż w tym roku w ogóle nie spędzam. W tym roku całym sercem i myślami jestem z moim Tatą. Czasem koleje losu w naszym życiu zapętlają się. Walczymy z przeciwnościami, jesteśmy źli na los a nawet czasem wydaje się nam że stoimy w miejscu. I właśnie tak było ze mną do tej pory. Od przeprowadzki do Łodzi żyłam w przeświadczeniu, iż nic takiego szczególnego nie osiągnęłam.  Ale teraz na dniach życie dało mi odpowiedź. Dlaczego akurat Łódź?. Dlaczego praca to tu, to tam?. Dlaczego praca, raz to w jednym szpitalu, raz w drugim?, skoro mam duszę o wiele barwniejszą niż kolor białego fartucha. Nie, nie moi mili ja pracowałam zawsze w administracji! Teraz już wiem! Teraz znam odpowiedź!!!. Po to aby móc i pomóc  mojemu Tacie. Aby móc uratować jemu życie, tak jak wiele lat temu On uratował mnie......Bo obydwoje siebie wybraliśmy!
 A historia zaczęła się tak.......Tata może nie tak wiekowy bo 64 latek jak to przystało na emeryta, uwielbiający buszować po wszystkich kanałach telewizyjnych w ciepłych kapciach w fotelu natrafił kiedyś na program aby się badać. Badanie  typowo dla facetów bo prostaty. Podczas tego badania głowica usg powędrowała nieco wyżej  i całkowicie przez przypadek odkryto u mojego Taty wieeeelkiego tętniaka aorty brzusznej. A los na dodatek tak chciał, iż w dniu badania wzięłam wolne i nie mając zielonego pojęcia że sprawy przybiorą takie zakończenie przyjechałam na weekend do Rodziców.  Pod wieczór dopadła nas wszystkich ta smutna wiadomość. Z racji tego, iż mam wiele kolegów, koleżanek w sferze medycznej, na myśl przyszła mi tylko jedna osoba Ania W. Znamy się może niedługo ale poruszyła dla mnie niebo i ziemię. Udała się do wspaniałego dr Piotra Korżyka  a ten już wszystkim się zajął. To dzięki niemu mój Tata miał taką szybką diagnozę oraz taką wspaniałą opiekę. Anna jest ode mnie trochę starsza ale gdy miałyśmy okazję pracować razem czasem, zachowywałyśmy się jak dwie nastolatki. A nasza przekochana i przemiła Jolka Z. patrzyła na nas z zza swoich okularów nieraz kręcąc głową, co one tak wiecznie, głupie chichoczą. Nasze gesty i mimika twarzy niejednokrotnie były wyrażane w tym samym czasie. Mrugnięcie oka, czy to mojej szefowej czy moje, mówiło wiele a słowa były całkowicie zbyteczne. Fajny to był czas, nasze drogi się rozeszły ale My o sobie nie zapominamy. Teraz wiem już dlaczego tak się stało, dlaczego jestem w Łodzi! Dlatego aby po łańcuszku ludzi którzy przewinęli się przez moje życie mogłam dotrzeć do osób tych, które w tych dniach mi pomagają. 
Dzisiejszy dzień był dniem operacji. Od wczesnych godzin rannych czekałam na pomyślne jej zakończenie. Strach, który przeszywał moją głowę na przemian ze łzami  które były moim przekleństwem starał się powoli złamać moją psychikę. Nic nie widziałam, i nic nie słyszałam! Patrzyłam tylko na komunikat na drzwiach WEJŚCIE ZABRONIONE. To te,  światła na foto.




 I stało się......drzwi uchyliła Pani Marzenka uśmiechając się i oznajmiając: już jest po, idź na kawkę bo to jeszcze chwilkę potrwa.Tata jest cały i zdrów, operacja przebiegła pomyślnie.  W duszy dziękuję Wszystkim, którzy wspierali mnie od rana. Ani Ś.,  oraz przecudownej pielęgniarce Pani  Marzence G. , która co róż wychodziła z zabiegu informując mnie na jakim etapie są starania lekarzy. Wszystkim lekarzom, biorącym udział podczas operacji oraz Wszystkim pielęgniarkom. Szczególne podziękowania dla dr Masłowskiego, oraz dr Kazanka, za to że dali szansę  aby mój Tato mógł żyć bez bomby zegarowej, która chciała mi go zabrać!

Aniu oraz dr Piotrze K. z całego serca dziękuję Wam za wszystko!!!












 

piątek, 18 października 2013

Wrzesień plecień......



Miesiąc wrzesień okazał się znów tego roku miesiącem dla mnie miłym w niespodzianki!. Pewnej sierpniowej soboty wracając z targu staroci zakupiłam gazetkę M jak mieszkanie. Wyczytałam w niej iż, do końca konkursu zostało jeszcze parę dni. Tematem konkursu był balkon......a to mi w duszy graj! Stwierdziłam a co mi tam pstrykam, klikam, wysyłam.
I całkiem niespodziewanie zadzwoniła do mnie Pani Dorota, Redaktor gazety i poprosiła mnie o dosłanie swojej fotografii bo chcieliby wiedzieć z kim mają doczynienia tłumacząc to tym, że dostałam się do finałowego grona uczestników.
 I stało się nr 11 listopadowy ze mną i moim balkonem. Piękne podziękowanie za 7 lat czekania właśnie na ten skrawek przestrzeni!. Nie zajęłam I miejsca, to miejsce zajęła moja imienniczka Pani Agnieszka z Olsztyna, której miałam okazję pogratulować osobiście.
 
 
 
A oto ujęcie dzięki któremu za rok na balkonie postaną  nowe, dumnie wygrane mebelki.
 

 
A to właśnie wygrana!
 
 
 
 
Ps.
Powrócę do zeszłego roku na momencik i dodam żeby było podwójnie uroczyście:
Zostałam nagrodzona przez firmę 3v3 i otrzymałam  tytuł  miłośniczki drewna oraz bon o wartości 1000 zł do wykorzystania w  Castoramie.
 
 
Konkurs organizował znany Wam portal Deccoria.pl
 
Na fotografii widać potężne i wiekowe drzwi wysokie na ponad 4,5 m.
Drzwi te były pokryte blachą i grubą warstwą białej emalii.
Wszystko co piękne schowane było właśnie pod litrami białej farby.

 

 
Najpierw szarpanina i odrywanie blachy.
Następnie opalanie, zamówienie szklarza i wybór koloru!
Oczywiście 3v3 w roli głównej!
Na sam koniec debata i szybka obróbka zdjęcia i jedno kliknięcie.
Wysyłka i czekanie na ogłoszenie wyników:)
 
 
 
 

 
 
I tak to właśnie tamtego roku też świętowałam swój mały sukces.
Na dodatek w tym roku szczęśliwie mogę znów triumfować.
Fajne są takie małe uciechy. Takie swoje 5 minut, dla których warto wierzyć w siebie  i nie dawać za wygraną. Bo każdy mały sukces prowadzi do następnego itp., itd.
 
 
Dziękuję!
 
 
 
 
 
 
 

piątek, 6 września 2013

Czas grilowy dobiega końca.....




Podtrzymując tytułowe stwierdzenie spakowałam walizkę i z sentymentem czekam  na przyszłoroczny czas grillowania.






 Tym bardziej jest mi żal, bo na balkon tak długo czekałam. Parę rzeczy szczęśliwie złożyło się na tę okoliczność. To właśnie one sprawiły, że mogłam sobie  pozwolić na balkonowe grillowanie.!  Pierwszy przyczynił się do tego  brak sąsiadów obok. Następnie mieszkanie jest szczytowe i na dodatek na samej górze bo  na V piętrze. Dzięki temu całemu zbiegowi okoliczności sprzyjających,  mogłam nabyć grill i cieszyć się ową czynnością związana z nim do woli.









W każdym bądź razie skarg nie było, a za każdym razem jedzenia było do woli. I co najważniejsze, przewidziana była łapówka dla tego- kto zapuka i poskarży się na moje poczynania:-).



 
 
 
 
No cóż........ wszystko co dobre, szybko się kończy...
 



I tym smacznym akcentem kończę moje opowiastki, zaczynając
smakowito-degustacyjny weekend!

Pozdrawiam:-) A.


































czwartek, 15 sierpnia 2013

Skrawek lata w mieście........




Witajcie,


Dziś świętuję do woli :-)


Zapraszam Was na mój balkon. Jest to skrawek lata na jednym z łódzkich balkonów.




Siedem lat mieszkam w Łodzi i każde mieszkanie w którym mieszkałam nie miało balkonu!
Aż do 1 lipca tego roku. 34 m. wynajętego szczęścia zamieniłam na więęęększy metraż.     
W najbliższym czasie pokażę Agniejkowe Klimaty w wersji XL.



Balkonowe party z kwieciem w tle.
Słońce, woda w karafce, mięta pod ręką, czego chcieć więcej.






Mam teraz swoje wymarzone miejsce. Stworzyłam je sama dla siebie i swoich bliskich.



 
Na tym skrawku odbywają się szaleństwa kulinarne z grilem w roli głównej, party z tańcami w tle oraz rozgrywki przeróżnych gier takich jak: Jenga, Rummikub i Tabu. Jest wesoło, pachnąco i przyjemnie.


 
 
 
 


Uwierzcie, Łódź nie jest taka szara i brzydka! Ja nie narzekam:) Wszystko zależy od tego jak sami będziemy ją postrzegać. Szanujmy to, co posiadamy i dbajmy o to, co wokół Nas.






Pozdrawiam Wszystkich i życzę miłego świętowania:-)








piątek, 19 lipca 2013

Notebook.




Witajcie drodzy podczytywacze:)


Dziś z rana i na szybko. Chcę namówić Was wszystkich do obejrzenia filmu, który będzie dziś o godz. 20.00 na kalnale TVN.


Tak na zachętę zdjęcia głównych bohaterów dzisiejszego filmowego dzieła!


 
 




Tytułowy "Pamiętnik" to historia pewnej miłości, która rozkwitła na początku lat 40 gdzieś w Karolinie Północnej. Duke (James Garner) odczytuje ją  starej kobiecie cierpiącej na chorobę Alzheimera (w tej roli Gena Rowlands). Dzięki sile uczucia przeżywa na nowo cudowne chwile swojej wielkiej miłości. Przypomina sobie, kiedy po raz pierwszy zobaczył Allie Nelson (Rachel McAdams) - ich spotkania, wspólne wakacje i trudny okres rozstania, gdy zniknęła z jego życia na  siedem lat. Cała historia spowita jest emocjami tych dwojga ludzi oraz przeciwnościami jakie goszczą na ich drodze życia.
 
 
 
 
 
 

"Pamiętnik" jest ekranizacją bestsellerowej powieści Nicholasa Sparksa.
Film piękny, który miałam okazję przez przypadek kiedyś obejrzeć. Do dziś gości w moim sercu.
Zachęcam, znajdźcie czas i obejrzyjcie  tę piękną ekranizację historii dwojga ludzi i ich miłości.
Pomimo wszelkich przeciwności jakie stawia mi los, ostatnimi czasy mam problemy ze zdrowiem i ciągłe wizyty w szpitalu. Dziś znajdę czas na oderwanie się od problemów i na pewno zasiądę przed telewizorem.


Do wieczora. Pa!







wtorek, 16 lipca 2013

Królestwo Krystyny!



Obiecałam i słowo się rzekło.
Dziś przedstawię Wam niezwykłe miejsce, miejsce w którym uwielbiam przebywać, być, smakować, delektować i powracać. To miejsce to kuchnia. Kuchnia niczym azyl w którym Krysia czuje się najlepiej. Już we wcześniejszym poście pisałam pokrótce, iż  Krystyna jest wielką fanką Waszych blogów i chętnie odwiedza Wasze piękne domy. Jest też przekupą, która ochoczo i z zaparciem gromadzi wszystko to co piękne kupując na internetowych jarmarkach i w sklepach internetowych. Dba o szczegóły i kocha dodatki.
 
 
 
Swoją kuchnię darzy szczególnymi względami bo gotowanie to jej pasja. Wchodząc do jej kuchni już od progu czuć magię przepełniającą to pomieszczenie. Miejsce magiczne w wysokiej kamienicy na drugim piętrze z duszą gdzie cztery kobiece ręce wkładają co dzień wiele serca i talentu w to co gotują i pichcą. Krzątając się ochoczo  wtapiają się w ten klimat i niczym dwa dobre anioły tworzą specjały coraz to lepsze, smaczniejsze. Udoskonalają wszystko to co pyszne na bardziej swoje i ichnie. Krysti i jej Mama są dobrymi duchami, gdzie dobre słowo i sama obecność gościa jest dla nich nagrodą. A sama degustacja ukontentowaniem pracowitego dnia. Każdy kto miał okazję smakować kuchennych specjałów owych kobietek wie o czym mowa!.
 
 
 
Myślę, że każdy zgodzi się ze mną, że kuchnia jest miejscem  do pobudzania wszelkich zmysłów.  To właśnie tam unoszą się zapachy, tam zaspokajamy nasze pragnienia i tam zapominamy o troskach.
Przyglądając się fotografii od razu rzuca się w oczy stół ustawiony pod ścianą. Brak tam bloggerskiego ładu i porządku. Tam na co dzień wszystko jest pod ręką; to tu leży deska, to tam stoi słój wypełniony łakociami; wszystko do użytkowania nie na pokaz!.
Na drugi plan wyłania się w rogu półeczka, wydawać by się mogło, iż dzięki temu jest osamotniona, ależ nie Krysia przygarnęła ją gdy ktoś porzucił to biedactwo, które samotnie czekało na nowego właściciela obok pojemnika na śmieci. Mebelek przybrał nową szatę i dumnie prezentuje przydasie zdolnej właścicielki, która własnoręcznie tchnęła w nią życie. Koło półeczki stoją wikliny, zioła i kwiaty. Urządzając swoją kuchnię myślała o ukochanej Prowansji do której ma zamiar się wybrać oraz o klimacie wsi przepełnionej sielskością i darami natury.



Meble kuchenne oraz półki z zaparciem przerabiała sama i do dziś zachodzę w głowę, że debiutując wyszło jej to tak pięknie. Wcześniej były koloru pomarańczowego - istne paskudztwa!. Jasne bibeloty i urządzenia do prac kuchennych dumnie prezentują się na kremowych meblach kontrastując z ich  ciemnymi blatami. Jeden drobiazg szczególnie przykuwa uwagę. Jest to obudowa bojlera, który przed metamorfozą wyglądał jak ciężki i wielki głaz zawieszony nad kuchenką. Okiennica i firaneczka do dziś urzeka mnie swoją subtelnością a w szczególności pomysłowością Krysi.



Pracowita wykazująca wytrwałość oraz staranność gospodyni owego królestwa ochoczo i z uśmiechem eksponuje wszystko tak, iż kuchnia ta nie wydaje się być zagracona. Krysia nie trzyma się schematów i nie idzie w zaparte z trendami. Dobiera tak różne  elementy i dodatki, które pomimo różności względem siebie świetnie współgrają ze sobą. 
 

 

Kończąc już chciałam tylko dodać, że ludzie którzy mają pasję i żyją dla pasji są wielkimi szczęściarzami obdarowanymi przez los. Bo co w życiu człowieka piękniejsze jest niż robienie tego co się kocha. Gdzie wszystko to co robimy, robimy z sercem i z oddaniem. I nie jest to żaden przymus ani kara tylko chęć, zapał i miłość do tych małych mogłoby się wydawać rzeczy.
 
 
W imieniu Wszystkich goszczących się składam serdeczne podziękowania w imieniu  Krysi za wirtualne odwiedziny.
 
 
Ps.: buziaki dla Mamy!